Ludzie placu, ludzie ruin
Piotr Lis
[ПРОКРУТИТИ ВНИЗ ДЛЯ УКРАЇНСЬКОЇ ВЕРСІЇ]
[SCROLL DOWN FOR ENGLISH]
Oficjalnie istnieje od 17 sierpnia 1945 roku – tego dnia Zarząd Miejski przegłosował jednogłośnie wniosek prezydenta miasta Aleksandra Wachniewskiego o nazwanie terenu wojennego lotniska placem Grunwaldzkim. Ale zachowało się obwieszczenie z 16 sierpnia, na którym można przeczytać, że „na pierwsze targowisko został wyznaczony Plac Grundwaldzki [sic!] (dawne wewnętrzne lotnisko)". Nazwa musiała funkcjonować więc jeszcze wcześniej.
Plac jest niemal wolny od ruin, może pomieścić i nakarmić, tutaj przenosi się życie miasta i jego mieszkańców. Wielka przestrzeń, na której słychać wszystkie języki miasta i gdzie można znaleźć wszystko, czego potrzeba. „Wyższa Szkoła Handlowa”, „szaberplac”, „rynek Grunwaldzki” – to tylko kilka z jego określeń, które można spotkać w gazetach lat czterdziestych. Do tego siedliska „niekoniecznie czystych i legalnych procederów handlowych” można wygodnie dostać się tramwajem, a więc wsiąść w „jedynkę". Można też dojechać „szabrobusem”, czyli autobusem linii C, który łączył Dworzec Główny z placem Grunwaldzkim. „Specjalnie jakby dla szabrowników stworzony i uwzględniający ich wygody [...]. Trasa króciutka, ale ożywiona. Publiczność – oczywiście – specjalnie handlowa, a bagaży jeszcze więcej niż ludzi! Zawsze wzdycham, widząc, ile się tego wysypuje” – pisała jedna z felietonistek „Pioniera".
Inna wrocławska dziennikarka, Jadwiga Konopka, pisała niedługo po wojnie o tym miejscu: „z obozów pędzono ludzi o świcie do robót, a więc na barykady, do uprzątania gruzów i na budowę lotniska (dzisiejszy plac Grunwaldzki). Iluż nie wracało wcale! Iluż wracało kalekami! Ci, co dzisiaj napełniają zgiełkiem targów plac Grunwaldzki, czy pomyślą kiedy o tym, że nie tak dawno ten plac wsysał krew zabitych i rannych: Polaków, Rosjan, Francuzów, Włochów, Czechów...".
Zarząd Miejski w październiku 1945 roku wydaje zarządzenie, na mocy którego wszystkie osoby, które przybywają bez celu do miasta, które wałęsają się i nie pracują, można zabrać na roboty przymusowe. Na targowisko na placu Grunwaldzkim milicja dokonuje nalotów, podczas których włóczędzy, „wałęsające się ptaszki”, są zatrzymywani i wysyłani do różnego rodzaju prac. „Pożądanym byłoby również, by władze jak najprędzej zlikwidowały wszelkiego rodzaju stoliki do gry i koła szczęścia” – pisze wrocławski dziennik „Pionier".
Bo szaberplac to siedziba hazardu. Obrotni „przedsiębiorcy” wyciągają pieniądze z kieszeni łatwowiernych mieszkańców. „Byłem wczoraj na placu Grunwaldzkim i przegrałem 1700 złotych w »trzy miasta«!” – opisuje Zbigniew Janczewski w opowiadaniu „Wrocław 1946” i pisze dalej: – „Tak jak Grunwald jest symbolem zwycięstwa militarnego Polski nad Niemcami, tak plac Grunwaldzki jest symbolem zwycięstwa ekonomicznego Słowian nad odwiecznym wrogiem".
Na placu stoją stoły z ruletką, krupierzy donośnym głosem zapraszają publiczność, by wzięli udział w obstawianiu numerów. Można tu zagrać w „wyścigi”, w „Warszawę – Kraków – Poznań”, czyli właśnie w „trzy miasta”, a także w „trzy karty". Na murach zniszczonych kamienic naklejono afisze, na których można przeczytać, że wszystkim spekulantom grożą surowe kary. Jednak to nie odstrasza, przed łapanką można umknąć – ruiny dadzą schronienie.
– Panowie i panie! Tylko śmiało i odważnie, kto dużo stawia, ten dużo wygrywa! Proszę szanowną publiczność popatrzeć! Kto zauważy, ten wygrywa, a zauważyć łatwo! – krzyczą „ruletkowcy".
Po jednym z nalotów milicji na plac Grunwaldzki wszystkie urządzenia – maszyny z „konikami”, ruletki i wiele innych gier hazardowych – zostają złożone w stosy, a milicjanci łamią je młotami i siekierami.
Wojciech Żukrowski, który mieszkał w latach czterdziestych we Wrocławiu, napisze w jednym ze swoich opowiadań o „tłumach kombinatorów, amatorach porzuconego mienia”, którzy buszują po wyludnionych kamienicach, przemykają z wypchanymi zdobyczami workami. Mają jeden cel: przynieść zdobycze na plac Grunwaldzki. I dalej opisuje atmosferę tego miejsca: „Na szaberplacu wrzało. [Handlarze] wytrząsali zawartość na postrzępioną kołdrę, rozścieloną wśród stert papierów i mierzwy. Toczono zażarte targi. Ani sprzedający, ani kupujący często nie znali wartości wystawionego towaru".
Od rana wyruszają tu samochody, wyrzucając „ze swoich trzewi” żywność. „Nie brak tu niczego” – pisze Zbigniew Janczewski. – „Od zielono-czerwonych pęków rabarbaru aż do różowych, łaciatych prosiąt, które również znajdują nabywców. Tuż przy wejściu na zakreślone drucianą siatką targowisko rzuca się w oczy zaimprowizowany bufet: kilkanaście bułek na talerzu, słój śledzi i szklanka. Szklanka jest pusta, jednak obleśny uśmieszek »barmana« rozprasza wszelki niepokój. Bimberek? Wystarczy ręką sięgnąć pod bufet, gdzie »zamelinowana« jest pękata bańka".
Na plac Grunwaldzki już od 1946 roku zjeżdżają „domy na kółkach". Cyrki państwowe, podległe Naczelnej Dyrekcji Widowisk Rozrywkowych, rozkładają się na kilkanaście dni, na kilkanaście przedstawień. Państwowy Cyrk nr 2 przyjeżdża niemal co roku, jego pracownicy budują na placu czteromasztowy namiot. „Niczym kopuła Hali Ludowej widnieje z daleka okazały płócienny żagiel namiotu mającego 112 metrów obwodu, wokół symetrycznie rozstawione na kołach białe domki” – opisuje „Słowo". 18 wozów transportowych, 30 wozów mieszkalnych, cały cyrkowy pociąg. Blisko setka artystów i pracowników – akrobatów, iluzjonistów, żonglerów, treserów zwierząt. Cyrkowcy mają sporo dzieci, więc organizują dla nich własny żłobek, który obejmuje opieką wrocławskie koło Ligi Kobiet.
Artyści przed występem ćwiczą na maneżu. Żongler pan Huberto doskonali sztukę podrzucania przedmiotów, powtarzając pod nosem „głupia gęś” i „ponad normę". Ponoć jest cudzoziemcem. W jednym z wozów mieszka pan Balsamo, iluzjonista, który pracuje w różnych cyrkach ponad 20 lat.
– Podstawą każdego iluzjonisty jest znajomość trzech zasadniczych sztuk: ginięcia przedmiotów, zjawiania się i odgadywania – opowiada dziennikarce „Słowa Polskiego” pan Balsamo. – Ćwiczenia są trudne, a wszystko oparte jest na zręczności.
Nie ma lepszej przestrzeni w mieście do defilad, manifestacji i zbiorówek. 22 lipca 1948 roku – w dniu rozpoczęcia Wystawy Ziem Odzyskanych – przez plac przechodzi wielka manifestacja – według doniesień prasowych bierze w niej udział blisko 50 tysięcy uczestników Kongresu Jedności Młodzieży Polskiej. Uformowani w czwórki, ósemki i szesnastki niosą eksponaty ze swoich warsztatów pracy, emblematy zawodowe, a grupy wojewódzkie – herby miast. W pochodzie biorą udział również delegaci z Czechosłowacji, ZSRR i Bułgarii. Trzygodzinny pochód obserwują mieszkańcy miasta, a wieczorem dla okolicznych mieszkańców na placu Grunwaldzkim odbywa się zabawa ludowa, która trwa do późnych godzin nocnych. Okrągła scena, którą wybudowano pod koniec lat czterdziestych, jest miejscem zabaw i potańcówek jeszcze przez całe lata pięćdziesiąte.
Kwiecień 1949 roku. Buldożery wgryzają się w resztki kamienic przy ulicy Piastowskiej i pracują przy porządkowaniu placu. Gruzy rozbijane są na mączkę, plac pokrywa ceglany tłuczeń. Roboty przyśpieszają przed 1 maja, plac ma być „punktem kulminacyjnym” i miejscem zbiórki dzielnicowych grup pochodu pierwszomajowego – podzielony na dziesięć pól plac według doniesień prasowych pomieścił w tym dniu ponad 230 tysięcy mieszkańców miasta. Nawet jeżeli to tylko propaganda, to i tak liczby robią wrażenie. „Słowo Polskie” nazywa plac Grunwaldzki „największym placem Europy". Browar Piastowski przygotował na ten dzień 14 wozów, z których sprzedawano piwa butelkowe i beczkowe. Powszechna Spółdzielnia Spożywców – 10 samochodów-sklepów, uczestnicy pochodu mogą kupić kanapki z wędliną, ciastka i wody mineralne. Centrala Jajczarsko-Mleczarska sprzedaje mleko w butelkach, kefir i zsiadłe mleko. Państwowa Centrala Handlowa wysyła samochody ze słodyczami, papierosami i keksami, a także duże ilości twardej czekolady wedlowskiej. 1 maja 1949 roku miasto tonie w czerwieni sztandarów, a plac Grunwaldzki wypełnia tłum pracowników fabryk, kolejarzy, chłopów, studentów.
I tak jest przez kilka kolejnych lat. W 1950 roku w ramach Tygodnia Młodzieży Demokratycznej zbiera się tu 10 tysięcy młodych – stąd maszerują na plac Młodzieżowy. Tutaj zbierają się na manifestacje uczniowie ze szkół wrocławskich, tutaj odbywają się promocje podchorążych Oficerskiej Szkoły Saperów, tutaj na cześć Stalina manifestują sportowcy Wrocławia.
Roboty porządkowe na placu przyśpieszają na początku lat pięćdziesiątych – resztki fundamentów po zburzonych kamienicach rozsadzane są materiałami wybuchowymi: „w godzinach porannych w okolicach placu Grunwaldzkiego należy pootwierać okna i szklane drzwi”, pisze prasa. Teren placu poprzecinany jest torami kolejki wywożącej gruzy z sąsiednich ulic, z wagoników gruz przesypywany jest na samochody. Dziennikarka „Słowa Polskiego” odwiedza Miejski Urząd Planowania Przestrzennego i Miejskie Przedsiębiorstwo Rozbiórkowe, by poznać plany dla tego miejsca. „Plac Grunwaldzki ma być zabudowany nowoczesnymi blokami należącymi do Politechniki i Uniwersytetu Wrocławskiego. [...] U wylotu ulicy Norwida na plac Grunwaldzki ma stanąć wspaniały pomnik i mauzoleum generała Świerczewskiego. Część położona bliżej mostu Grunwaldzkiego będzie zabudowana po obu stronach ulicy blokami mieszkaniowymi, przed każdym z domów rozpościerać się będzie kwietnik".
Jeszcze w grudniu 1951 roku gazety piszą, że plac Grunwaldzki ma być zbudowany według wzorów „polskiej i radzieckiej urbanistyki” i ma stać się „ośrodkiem uroczystości masowych, na którym 200 tysięcy osób wokół pomnika generała Waltera i na tle nowych gmachów” ma manifestować swoje uczucia. „Projekt placu musi być tak pomyślany, aby w sposób organiczny wiązał się z całym miastem, w szczególności z terenami wystawowymi i ośrodkiem historycznym Wrocławia". Rozpisany ogólnopolski konkurs architektoniczny na zagospodarowanie placu nie przyniósł rozstrzygnięcia, plany budowy nowej dzielnicy nie zostały zrealizowane.
Póki co – w kwietniu 1952 roku ruszają kolejne roboty, a pracownicy wrocławskich przedsiębiorstw i fabryk sadzą słynne grunwaldzkie topole (które przetrwały do początku XX wieku) i wysiewają trawę na polach zlotowych. „Słowo Polskie” pisze, że „każda wydobyta cegła, każdy metr sześcienny ziemi to krok naprzód do urzeczywistnienia wspaniałych planów zagospodarowania placu Grunwaldzkiego". Ochotnicy wywożą z terenu placu kolejne 12 tysięcy metrów sześciennych gruzów. Szkoła Pielęgniarek uruchamia specjalny punkt sanitarny, który udziela pomocy medycznej pracującym tu mieszkańcom miasta. Dopiero kolejne lata przyniosą zmiany – nowe budynki i nowe wizje dla placu.
Kiedy piszę o powojennych „ludziach placu”, myślę nie tylko o tych, którzy go odgruzowywali. Myślę o tych, którzy bawili się tu i tańczyli, o tych, którzy handlowali na szaberplacu i na targowisku. Którzy sadzili tu topole, którzy chodzili do cyrku i do wesołego miasteczka. Oni zmieniali i oswajali tę przestrzeń. I chyba trudno sobie dzisiaj wyobrazić, ile osób dołożyło swoją „cegłę”, aby przestrzeń placu Grunwaldzkiego, który znamy dzisiaj, ukształtować.
Tekst zrealizowany dzięki dofinansowaniu ze środków Fundacji EVZ w ramach programu “local.history” i projektu „Plac Grunwaldzki - nieopowiedziana historia”.
Люди площі, люди руїн
Пьотр Ліс
Офіційно вона існує з 17 серпня 1945 року - того дня Міська рада одноголосно проголосувала за пропозицію мера Александра Вахнєвськєґо назвати площу воєнного летовища Грунвальдською площею [plac Grunwaldzki]. Але збереглася відомість з 16 серпня, на якій можна прочитати, що „на перше місце базару призначено Plac Grunwaldzki [sic!] (колишній внутрішня смуга летовища)”. Отже, назва, мабуть, існувала ще раніше.
Площа майже вільна від руїн, може розмістити і нагодувати, тут вирує життя міста і його мешканців. Чудовий простір, де можна почути всі мови міста і де можна знайти все необхідне. „Вища школа торгівлі” [Wyższa Szkoła Handlowa], „шаберплац” („szaberplac”), „Грунвальдський ринок” – ось лише кілька її назв, які можна знайти в газетах 1940-х років. До цього місця „не обов'язково чистої та легальної торгівлі” зручно дістатися трамваєм, тож слід їхати „одиничкою”. Також можна дістатися „шабробусом” („szabrobus”), себто автобусом лінії С, який з'єднував Центральний вокзал [Dworzec Główny] з Грунвальдською площею [pl. Grunwaldzki]. „Спеціально створений ніби для грабіжників (szabrowników) і враховуючи їхні зручності [...]. Маршрут короткий, але жвавий. Публіка - звісно - спеціально комерційна, а ще більше багажу, ніж людей! Завжди зітхаю, коли бачу, скільки його висипається”. - писав один з колумністів „Pionier”.
Інша вроцлавська журналістка, Ядвіґа Конопка, писала про це місце невдовзі після війни: „людей на світанку виганяли з таборів на роботу, цебто на барикади, на розбирання завалів і на будівництво летовища (сьогоднішня площа Грунвальдська). Скільки не повернулося взагалі! Скільки повернулося каліками! Ті, хто сьогодні наповнюють Грунвальдську площу метушнею торгів, чи замислюються вони над тим, що не так давно ця площа всмоктувала кров убитих і поранених: поляків, росіян, французів, італійців, чехів …”
У жовтні 1945 року Міська рада видає розпорядження, згідно з яким усі особи, які безцільно приїжджають до міста, байдикують і не працюють, можуть бути забрані на примусові роботи. На ринку на Грунвальдської площі міліція проводить рейди, під час яких затримує волоцюг, „родячих птахів”, і відправляє їх на різні види робіт. „Хотілося б також, щоб влада якнайшвидше покінчила з усілякими гральними столами і колесами удачі”, - пише вроцлавська газета „Pionier”.
Тому що шаберплац („szaberplac”) - це місце азартних ігор. Процвітаючі „підприємці” витягують гроші з кишень довірливих мешканців. „Вчора я був на Грунвальдській площі і програв 1700 злотих на „трьох містах” („trzy miasta”)! - описує Збіґнєв Янчевскі в оповіданні „Вроцлав 1946” і пише далі: - „Так як Грунвальд [Grunwald] є символом військової перемоги Польщі над Німеччиною, так і Грунвальдська площа є символом економічної перемоги слов'ян над одвічним ворогом”.
На площі стоять столи для рулетки, круп'є гучним голосом запрошують людей взяти участь у ставках на числа. Тут можна грати в „перегони”(„wyścigi"), „Варшава - Краків - Познань”, - іншими словами, просто „три міста” („trzy miasta”), а також у „три карти”. На мурах напівзруйнованих житлових будинків розклеєні плакати, в яких йдеться про те, що на всіх спекулянтів чекає суворе покарання. Втім, це не стримує, від облави можна втекти - руїни нададуть притулок.
- Панове та пані! Тільки сміливий і відважний, хто багато ставить, багато виграє! Пані та панове глядачі, подивіться! Хто помітить, той виграє, а помітити це легко! - кричать „гравці в рулетку”.
Після одного з рейдів міліції на Грунвальдській площі все обладнання - автомати для „скачок”, рулетки та багато інших азартних ігор - звалюють на одну купу, і міліціонери трощать їх молотками та сокирами.
Войцєх Жукровськi, який жив у Бреслау в 40-х роках, в одному зі своїх оповідань писав про „натовпи негідників, любителів покинутого майна”, які блукають покинутими будинками, крадучись з мішками, набитими награбованим добром. У них одна мета: принести свої трофеї на Грунвальдську площу. І далі він описує атмосферу цього місця: "На шаберплатц кипіло. [Торговці] витрушували вміст на пошарпану ковдру, розстелену серед куп паперів і мульчі. Йшли запеклі торги. Ані продавці, ані покупці часто не знали вартості виставлених товарів”.
З самого ранку тут їздять автомобілі, викидаючи „зі своїх нутрощів” їжу. „Тут нічого не бракує” - пише Збіґнєв Янчевскі - „Від зелено-червоних пучків ревеню до рожевих плямистих поросят, які також знаходять покупців. Прямо біля входу на ринок, обнесений дротяною сіткою, впадає в око імпровізований буфет: з десяток булочок на тарілці, банка з оселедцем і склянка. Склянка порожня, але привітна усмішка „бармена” розвіює будь-яку тривогу. Самогон? Просто простягни руку під буфет, де „закорковано” мильні бульбашки”.
На площу Грунвальдську вже з 1946 з'їжджаються „будинки на колесах”. Державні цирки, які підпорядковуються Головній дирекції розважальних вистав, розбиваються на десяток шоу протягом десятка днів. Майже щороку приїжджає Державний цирк №2, працівники якого встановлюють на площі чотирищогловий намет. „Подібно до купола Народної зали [Hala Ludowa], здалеку видно величне полотняне вітрило намету в 112 метрів в окружності, а навколо симетрично розташовані білі будиночки на колесах", - описує „Słowo”. 18 транспортних возів, 30 житлових возів, цілий цирковий поїзд. Близько сотні артистів та персоналу - акробати, ілюзіоністи, жонглери, дресирувальники тварин. Артисти цирку мають багато дітей, тому організували для них власні ясла, якими опікується Вроцлавське коло Ліги жінок.
Артисти репетирують на манежі перед виступом. Жонглер пан Хуберто вдосконалює мистецтво підкидання предметів, повторюючи собі під ніс „дурний гусак” і „вище норми”. Ймовірно, він іноземець. В одному з возів живе пан Бальзамо, ілюзіоніст, який працює в різних цирках вже понад 20 років.
- Основою будь-якого ілюзіоніста є знання трьох основних мистецтв: зникаючі предмети, появи і відгадування, - розповідає пан Бальзамо журналісту „Słowa Polskiego”. - Вправи складні, і все ґрунтується на спритності.
У місті немає кращого простору для проведення парадів, демонстрацій та зібрань. 22 липня 1948 року - у день початку Виставки Повернених Земель [Ziem Odzyskanych] - через площу проходила величезна демонстрація, в якій, за повідомленнями преси, брало участь близько 50 000 учасників Конгресу єдності польської молоді. Об'єднані в четвірки, вісімки та шістки, вони несуть експонати зі своїх робочих місць, фахові емблеми, а регіональні групи - герби своїх міст. У марші також беруть участь делегати з Чехословаччини, СРСР та Болгарії. За тригодинною ходою спостерігають городяни, а ввечері на Грунвальдській площі для місцевих жителів влаштовують народне гуляння, яке триває до пізньої ночі. Кругла сцена, збудована наприкінці 40-х, все ще залишається місцем для вистав і танців протягом 1950-х років.
Квітень 1949 року. Бульдозери вгризаються в залишки будинків на вул. Piastowska і працюють над впорядкуванням площі. Завали подрібнюють, площу засипають цегляним щебенем. Роботи пришвидшуються напередодні 1 травня, коли площа має стати „кульмінаційним моментом” і місцем збору першотравневих парадних груп – площа, розділена на десять полів, за повідомленнями преси, вмістила в той день понад 230 000 мешканців міста. Навіть якщо це просто пропаганда, то все ж цифри вражають. „Słowo Polskie” називає площу Грунвальдську „найбільшою площею в Європі”. Пивоварня „Piast” підготувала на цей день 14 візків, з яких продавали пляшкове та бочкове пиво. Повшехна Спільнота Споживачів (Powszechna Spółdzielnia Spożywców) - 10 торгових фургонів, учасники маршу можуть придбати бутерброди з м'ясом, печиво та мінеральну воду. Яєчно-молочний комбінат продає бутильоване молоко, кефір і згущене молоко. Державний торговий центр відправляє машини з солодощами, сигаретами і тістечками, а також велику кількість твердого шоколаду „Ведель”. 1 травня 1949 року місто потопає в червоному кольорі прапорів, а Грунвальдська площа заповнюється натовпом робітників, залізничників, селян, студентів.
І так триває ще протягом кількох років. У 1950 році 10 000 молодих людей збираються тут у рамках Тижня демократичної молоді - звідси вони йдуть на Молодіжну площу [plac Młodzieżowy]. Саме тут збираються учні вроцлавських шкіл на демонстрації, тут відбуваються випуски курсантів Офіцерської Кадетської Школи, тут спортсмени Вроцлава проводять маніфестації на честь Сталіна.
На початку 50-х років роботи з очищення площі пришвидшуються - залишки фундаментів знесених будинків підривають за допомогою вибухівки: „у ранкові години в околиці площі Грунвальдської необхідно відчиняти вікна та скляні двері”, пише преса. Територію площі перетинає колія залізниці, яка вивозить уламки з сусідніх вулиць, а з вагонів усе це висипається на автомобілі. Журналіст „Słowo Polskie” відвідує міське управління просторового планування та муніципальну компанію з демонтажу, щоб дізнатися про плани щодо цього місця. „Площа Грунвальдська має бути забудована сучасними багатоквартирними будинками, належними Вроцлавській політехніці та Вроцлавському університету [...] Величний пам'ятник і мавзолей генералу Свєрчевському (gen. Karol Świerczewski) буде споруджено на виході з вулиці Norwida на Грунвальдську площу. На частині, ближчій до Грунвальдського мосту [most Grunwaldzki], по обидва боки вулиці будуть розташовані багатоквартирні будинки, а перед кожним будинком - клумба з квітами”.
Ще в грудні 1951 року газети пишуть, що Грунвальдська площа буде побудована за зразками „польського і радянського містобудування” і має стати „центром масових святкувань, на якому 200 000 людей навколо пам'ятника генералу Вальтеру і на тлі нових споруд” повинні будуть проявляти свої почуття. „Дизайн площі має бути задуманий таким чином, щоб вона була органічно пов'язана з усім містом, зокрема, з виставковими зонами та історичним центром Вроцлава”. Був проведений загальнонаціональний архітектурний конкурс на забудову площі, але плани нового району не були реалізовані.
В квітні 1952 року, у Вроцлаві активізувалася робота: працівники підприємств і фабрик висаджували знамениті грунвальдські тополі (які збереглися до початку 20 століття) і сіяли траву. „Słowo Polskie” пише, що „кожна викопана цеглина, кожен кубічний метр землі - це крок вперед до втілення в життя грандіозних планів розвитку площі Грунвальдської”. Добровольці вивозять ще 12 тис. м³ завалів з території площі. Школа медсестер відкриває спеціальний медпункт, щоб надавати медичну допомогу містянам, які тут працюють. Зміни почнуться лише в наступні кілька років - нові будівлі та нове бачення площі.
Коли я пишу про післявоєнних „людей площі”, я маю на увазі не лише тих, хто її розчищав. Думаю про тих, хто грав і танцював тут, про тих, хто торгував на шаберплац і на ринку. Хто садив тут тополі, хто ходив у цирк і на ярмарок. Вони трансформували і приручали цей простір. І, напевно, сьогодні важко уявити, скільки людей внесли свою „цеглинку” у формування простору Грунвальдської площі, яким ми знаємо його сьогодні.
Текст створено завдяки фінансуванню Фундації EVZ у рамках програми «local.history» та проекту «Plac Grunwaldzki – нерозказана історія».
People of the square, people of ruins
Piotr Lis
It has officially existed since 17 August 1945 – on that day, the Municipal Board voted unanimously in favour of Mayor Aleksander Wachniewski's proposal to name the area of the wartime airfield the Grunwaldzki square. But a notice of 16 August has survived, which states that "Plac Grundwaldzki [sic!] (former inner airfield) has been designated as the first marketplace." Therefore, the name must have been used even earlier.
The square is almost free of ruins, and it can accommodate and feed its inhabitants, to which the life of the city and its people moves to. A great space where all the languages of the city can be heard, and where one may find everything, they need. "University of Commerce", "lootsquare", and "Grunwaldzki Market" – these are just a few of its names found in the newspapers of the 1940s. This nest of "not necessarily clean and legal commercial procedures" may be conveniently reached by tram by boarding the "one". It is also possible to get there by the "lootbus", that is the C-line bus connecting the Main Railway Station with the Grunwaldzki square. "As if created specially for looters and taking into account their convenience [...]. The route is short but lively. The passengers are, of course, particularly commercially oriented, and there is even more luggage than people. I always sigh when I see how much of it is unloaded" – wrote one of the columnists of Pionier.
Another Wrocław journalist, Jadwiga Konopka, wrote about this place shortly after the war: "At dawn, people were rushed from camps to work – that is, to the barricades, to clearing rubble, and to the construction of the airfield (today's Grunwaldzki square). How many people did not return at all? How many returned crippled? Those who today fill the Grunwaldzki square with the hustle and bustle of commerce – will they ever think of the fact that not so long ago this square sucked the blood of the dead and wounded: Poles, Russians, French, Italians, Czechs..."
In October 1945, the Municipal Board issued an ordinance whereby all persons who came aimlessly to the city, who loiter and do not work, may be taken to provide forced labour. The police make raids at the Grunwaldzki square market, during which vagrants, "loitering birds”, are being detained and sent to provide various kinds of work. "It would also be desirable for the authorities to do away with all kinds of gaming tables and wheels of luck as soon as possible," noted the Wrocław daily Pionier.
This is because the lootsquare is the centre of gambling. Canny "entrepreneurs" are taking money straight out of the pockets of gullible residents. "I was at the Grunwaldzki square yesterday and lost 1700 zlotys playing ‘three cities’!" describes Zbigniew Janczewski in the story "Wrocław 1946" and goes on: "Just as Grunwald is a symbol of Poland's military victory over Germany, the Grunwaldzki square is a symbol of the Slavs' economic victory over the eternal enemy."
In the square, there are roulette tables, and croupiers in a loud voice invite people to participate in betting on numbers. Here you may play "races", "Warszawa – Kraków – Poznań" – that is "three cities", as well as "three-card monte." Posters have been pasted on the walls of dilapidated tenement houses warning that all gamblers face severe penalties. However, this is not an effective deterrent, and one may easily escape a roundup – the ruins will provide a cover.
"Gentlemen and ladies! Boldly and courageously, please, who bets a lot, wins a lot! Please take a look at honourable members of the public. Whoever spots it wins, and spotting it is easy!" shout "rouletters".
After one of the militia raids on the Grunwaldzki square, all the equipment – machines with "ponies", roulette wheels and many other gambling games – are piled up and the militiamen break them with hammers and axes.
Wojciech Żukrowski, who lived in Wrocław in the 1940s, wrote in one of his short stories about "crowds of wheeler-dealers, fanciers of abandoned property", who prowl the deserted tenement houses, passing through with sacks stuffed with their haul. They have one goal: to bring the haul to the Grunwaldzki square. And he goes on to describe the atmosphere of this place: "There was an uproar on the lootsquare. [Traders] were shaking out the contents onto a frayed quilt, spread among piles of paper, and matted straw. Fierce haggling was taking place. Often neither sellers nor buyers knew the value of the goods on display."
From the morning cars set off to get here, throwing out food "from their insides". "There is no shortage of anything here," writes Zbigniew Janczewski. "From green and red rhubarb bunches to pink spotted piglets, which also find buyers. Right at the entrance to the marketplace circled with a wire mesh, an improvised buffet catches the eye: a dozen or so buns on a plate, a jar of herring, and a glass. The glass is empty, but the slimy smile of the 'bartender' dispels any concerns. Want some hooch? All you have to do is reach under the buffet, where a bulging can is hidden."
"Houses on Wheels" visited the Grunwaldzki square in 1946. The state circuses, which are subordinate to the Supreme Directorate of Entertainment Performances, stop for a dozen or so shows over a dozen or so days. State Circus No. 2 arrives almost every year, and its employees erect a four-pole tent on the square. "Like the dome of the People's Hall, the stately canvas sail of the tent 112 metres in circumference is visible from afar, with white houses on wheels symmetrically spaced all around," describes Słowo. 18 transport carts, 30 housing carts, and a whole circus train. Close to a hundred performers and staff: acrobats, illusionists, jugglers, and animal trainers. Circus performers have many children, so they organise their own day nurseries for them, with the help of the Wrocław circle of the Women's League.
Artists were rehearsed before their performances. Juggler, Mr Huberto, perfects the art of tossing objects, repeating "silly goose" and "above the norm" under his breath. He was said to be a foreigner. In one of the carts lives Mr Balsamo, an illusionist who has worked in various circuses for more than 20 years.
"The most important for every illusionist is the knowledge of three essential arts: making objects disappear, making yourself suddenly appear, and guessing things," Mr Balsamo tells a Słowo Polskie journalist. "The exercises are difficult, and everything is based on dexterity."
There are no better spaces in the city for parades, demonstrations, or assemblies. On 22 July 1948 the day the Recovered Territories Exhibition began, a huge demonstration passed through the square – according to press reports–attended by nearly 50,000 participants of the Polish Youth Unity Congress. Formed in fours, eights and sixteens, they carry exhibits from their workplaces, professional emblems, and city coats of arms carried by provincial groups. Delegates from Czechoslovakia, the USSR, and Bulgaria also took part in the parade. The city’s residents watch the three-hour-long parade, and in the evening, a folk party is held for the locals at Grunwaldzki square, which lasts until late at night. The circular stage, built in the late 1940s, remained the main spot for playing and dancing throughout the 1950s.
April 1949. Bulldozers bite into the remains of tenement houses at Piastowska Street and work to tidy up the square. Rubble is broken into a meal, and the yard is covered with brick rubble. The work is accelerating close to 1 May, the square is set to be the "climax" and gathering place for the district's 1 May parade groups – divided into ten fields, the square accommodated more than 230,000 city residents on the day, according to press reports. Even if this is just propaganda, the figures remain impressive. Słowo Polskie calls the Grunwaldzki square "the largest square in Europe." Piast Brewery prepared for the occasion, 14 carts from which bottled, and cask beer were being sold. Powszechna Spółdzielnia Spożywców – 10 shop cars, the parade participants may buy cold meat sandwiches, cookies, and mineral water. Centrala Jajczarsko-Mleczarska sells bottled milk, kefir and soured milk. Państwowa Centrala Handlowa sends cars with sweets, cigarettes and fruitcakes, as well as large quantities of the Wedel hard chocolate. On 1 May 1949, the city was covered by red banners, and the Grunwaldzki square was filled with a crowd of factory workers, railwaymen, peasants, and students.
And so, it goes for the next few years. In 1950, 10,000 young people gathered here as part of the Democratic Youth Week; from here they marched to the Młodzieżowy Square. It is here that pupils from Wroclaw schools gather for demonstrations, here that promotions of cadets from Oficerska Szkoła Saperów take place, and the athletes of Wrocław demonstrate the honour of Stalin.
Clean-up work on the square accelerated in the early 1950s – the remains of the foundations of demolished tenement houses were blown up with explosives: "windows and glass doors should be opened in the morning in the area of the Grunwald square," warns the press. The area of the square is crisscrossed by the tracks of a railway carrying debris from the neighbouring streets, and the debris is transferred from wagons onto cars. A Słowo Polskie journalist visited the Municipal Spatial Planning Office and the Municipal Demolition Company to identify the plans for the site. "The Grunwaldzki square will be developed with modern blocks of flats belonging to the Wrocław University of Science Technology and the University of Wrocław. [...] A magnificent monument and mausoleum to General Świerczewski is to be erected, where Norwida Street meets Grunwaldzki square. The part closer to Grunwald Bridge will be built up on both sides of the street with blocks of flats, a flowerbed is to be created in front of each house."
As late as December 1951, newspapers wrote that the Grunwaldzki square was to be built according to the models of "Polish and Soviet urban planning” and was to become "a centre for mass celebrations, where 200,000 people around the monument to General Walter, and against the backdrop of the new edifices" were to manifest their feelings. "The design of the square must be conceived in such a way as to be organically linked to the whole city, in particular to the exhibition areas and the historical centre of Wrocław." A nationwide architectural competition for the development of the square was held, but the winner was not determined, and plans for a new district were not implemented.
Meanwhile, in April 1952, more work was set in motion, with workers from Wrocław's enterprises and factories planting the famous Grunwald poplars (which survived until the early 20th century) and sowing grass on rally fields. Słowo Polskie informs that "every extracted brick, every cubic metre of earth is a step forward to making the grand plans for the development of the Grunwaldzki square a reality." Volunteers removed another 12,000 cubic metres of rubble from the square site. Szkoła Pielęgniarek is setting up a special health post to provide medical assistance to the city residents working here. It will take the next few years to see the change – new buildings and new visions for the square.
When I write about the post-war "people of the square," I am not only thinking of those who were clearing it of debris. I am thinking of those who played and danced here, those who traded at the lootsquare, and the marketplace. Who planted poplars here, who went to the circus and funfair? They were transforming and taming this space. And it is probably hard to imagine today how many people contributed to shaping the space of the Grunwaldzki square as we know it today.
The text was produced thanks to funding from the EVZ Foundation as part of the "local.history" program and the project "Plac Grunwaldzki - an untold story".